Proces o zamach na Komorowskiego – Zeznaje Zygmunt Miernik


miernik_mareckiKraków, 4 listopada 2016. Przed Krakowskim sądem odbyła się kolejna rozprawa przeciwko Markowi Majchrowi oskarżonemu o zamach krzesłem na prezydenta Bronisława Komorowskiego podczas wiecu 8 marca 2015 roku, na krakowskim Rynku. Zeznawali świadkowie: Zygmunt Miernik oraz Urszula Fijołek. Na zakończenie mowy końcowe wygłosił prokurator i obrońca oskarżonego.

Podczas rozprawy sędzia wyprosiła z sali publiczność, która zareagowała okrzykami na wprowadzenie na salę rozpraw Zygmunta Miernika.

Prokurator za usiłowanie zamachu ma prezydenta Komorowskiego prokurator zażądał dla oskarżonego kary 5 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata.  Obrońca domagał się uniewinnienia.  Sędzia wyznaczyła termin ogłoszenia wyroku na 16 listopada 2016, na godzinę 13:00, w sali 108. 

(Informacja własna)

***

Rozprawa o krzesło. Zeznania ostatnich świadków. Mowy końcowe.

4 listopada 2016 roku odbyła się kolejna rozprawa przeciwko Markowi Majchrowi oskarżonemu o rzekomy zamach na prezydenta Komorowskiego podczas wiecu wyborczego zorganizowanego przez jego zwolenników w Krakowie.

Przed budynkiem sądu zorganizowana została konferencja prasowa, na którą przybyło wielu dziennikarzy z rozmaitych stacji telewizyjnych i radiowych.

Konrad Berkowicz – wiceprezes „Wolności”, przypomniał zdarzenie z 8 marca 2015 roku, podczas którego aresztowano Marka Majchra, kiedy to grupa młodych ludzi, na wiecu wyborczym Komorowskiego, podnosiła krzesło jako symbol kompromitującego stylu uprawiania polityki przez ówczesnego prezydenta. „Wiadomo, że większość komentatorów uznała, że właśnie te happeningi, kiedy prezydent Komorowski się pojawiał powodowały drastyczny spadek poparcia dla ówczesnego prezydenta, a ostatecznie usunięcie go z fotela prezydenta. To, że sam prezydent, ówczesna władza, jego sztab traktował tę sprawę politycznie wiemy, bo w jego spotach wyborczych głównym motywem był właśnie motyw unoszonego krzesła jako symbol Polski radykalnej, która miała być tą złą Polską, dlatego trzeba zagłosować na prezydenta Komorowskiego. Jedyne zeznania przeciwko oskarżonemu to zeznania nieumundurowanych funkcjonariuszy, którzy dokonali interwencji. To są funkcjonariusze, którzy w razie uniewinnienia oskarżonego będą musieli odpowiedzieć za drastyczną, nieuzasadnioną i prowokacyjną interwencję. Nie dziwne, że bronią własnych tyłków, nie dziwne, że recytują wręcz te same zeznania napisane przez kogoś podobnym językiem. Szanowni Państwo dzisiaj jest dzień historyczny, dzień historyczny dla polskiej demokracji. Bo jeżeli dzisiaj oskarżony zostanie skazany w absurdalnej sprawie o tak zwany zamach krzesłem będziemy mieli w Polsce więźnia politycznego. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Przypominam, że zebraliśmy kilka tysięcy podpisów pod petycją do obecnego prezydenta Andrzeja Dudy o ułaskawienie oskarżonego. Wysłaliśmy tą petycję do prezydenta i w razie skazania oskarżony będzie się o to ubiegał”.

Marek Majcher przywitał dziennikarzy: „Cieszę się, że w końcu mogę stanąć przed państwem i odpowiedzieć na państwa pytania. Ja tylko pokrótce odnośnie całości aktu oskarżenia skierowanego przeciwko mnie chciałbym taką się podzielić uwagą, że gdyby prokuratura stwierdziła, że wtedy, tego dnia na wiecu pana Komorowskiego na Rynku wylądowało UFO i zakłóciło ten wiec to myślę, że tego typu oskarżenie byłoby bardziej wiarygodne niż to, co ta prokuratura wysmażyła. Sprawa jest absurdalna i śmieszna i możliwie, żebym się tu do państwa śmiał z tego, gdybym nie znał po prostu polskich sądów, które jak wiemy, w Polsce nie przeszły żadnej dekomunizacji i są normalną stroną w konflikcie politycznym w tym momencie”. Obelgi słyszeli tylko policjanci, którzy aresztowali i pobili Marka Majchra. Wyjaśnił, że gdyby ktokolwiek z nich zaczął wykrzykiwać jakieś wulgaryzmy pod adresem prezydenta, to sami by taką osobę wyprowadzili uznając ją za prowokatora. „Po prostu było ewidentne zamówienie, żeby to krzesło zniknęło z kadru. A sposób w jaki to zrobiono przypomina mi czasy peerelowskie z filmów czy jak były tu protesty Solidarności, gdzie faktycznie były tego typu prowokacje, że ubeków wpuszczano w tłum i wywlekano najaktywniejszych uczestników manifestacji antykomunistycznych. I tutaj zrobiono dokładnie to samo. Po prostu napadnięto mnie w trakcie, gdy wykonywałem konstytucyjne prawo do protestowania. Sąd, przed którym procedowana jest ta sprawa, od dłuższego momentu całkowicie uniemożliwia nam – mnie i panu mecenasowi, dowiedzenie hipotezy, że była to prowokacja”. Gdy był zatrzymany, policjanci nie podali powodu zatrzymania, nawet jeden z nich powiedział, że nie jest zatrzymany. „Przewleczono mnie do radiowozu policyjnego, później wożono mnie jak za starych ubeckich czasów po różnych komisariatach, zostawiano samego na parkingu samochodowym, później zawieziono mnie na ulicę Szeroką, gdzie jak w najlepszych peerelowskich czasach byłem bity po to, żeby się przyznać do zamachu na prezydenta. I Szanowni Państwo chciałem tu też zwrócić uwagę, że Państwo zostaliście oszukani, bo w tym czasie, kiedy byłem bity, żeby się przyznać do tego, że to była faktycznie próba zamachu, w tym samym czasie pan Mariusz Ciarka – rzecznik prasowy policji – mówił do Państwa, że ja się do tego rzutu krzesłem przyznałem. Bardzo proszę tutaj w tej chwili Państwa o rzetelność, o naprostowanie tego, o zwrócenie uwagi, że to jest prowokacja polityczna, o zwrócenie uwagi na to, że pani sędzia nie powołała pana prezydenta Komorowskiego jako świadka. Z góry stwierdziła, że on nic nie widział. Nie powołała funkcjonariuszy BOR-u jako świadków, nie przeprowadziła szeregu innych dowodów w tej sprawie, no więc ewidentnie sąd unika hipotezy, że była to prowokacja polityczna – użycie organów państwowych w celach politycznych”.

Weszliśmy na salę. Po kilku minutach grupa policjantów wprowadziła na salę pierwszego z 2 świadków – zakutego w kajdanki Zygmunta Miernika – więźnia politycznego, przywiezionego z więzienia w Wojkowicach, gdzie siedzieć ma 10 miesięcy za to, że nie godził się, by morderca Polaków – ruski agent Kiszczak uniknął kary za swe zbrodnie. Rozbrzmiały oklaski. Kilka osób krzyknęło: „Zygmunt Miernik, Zygmunt Miernik”, ktoś krzyknął: „cześć i chwała bohaterom”, a sędzia Aleksandra Sołtysińska – Łaszczyca zareagowała natychmiast, bez żadnych negocjacji. Wezwała policjantów i kazała wyprowadzić publiczność z sali. Krzysztof Bzdyl zaprotestował tłumacząc, że Zygmunt Miernik jest więźniem politycznym i to jest właśnie poprawne zachowanie. Prosił sędzię o zmianę decyzji. Sędzia kazała policjantom wyprowadzić Go z sali. Słynny już z takich akcji funkcjonariusz policji Marek Zygmunt poinformował donośnym głosem by opuścić salę, w przeciwnym razie będzie użyta siła fizyczna. Słychać głosy z sali: „Tu jest wolna Polska, Zygmunt Miernik jest bohaterem narodowym”. Na nic to się zdało, ludzi wyprowadzono. Pozostali tylko niektórzy dziennikarze.

Zygmunt Miernik stwierdził, że to co się stało w 2015 roku na krakowskim Rynku było zastraszaniem środowisk patriotycznych przez służby w tamtym czasie. Uważa, że była to prowokacja funkcjonariuszy.”Jest to pokazanie nieistniejącego faktu, który chcieli wykorzystać w kampanii wyborczej, że tak wspaniałego człowieka chuligani chcieli okaleczyć, zabić, żeby pokazywać w mediach jak to swołocz młodzieżowa niszczy prezydenta – nie środowisko patriotyczne” – powiedział.

Urszula Fijołek – drugi świadek – bardzo precyzyjnie opisała bieg wydarzeń. Mówiła m.in. że atmosfera na Rynku była przyjazna, wręcz radosna. Ludzie krzyczeli: „szogun, gdzie jest szogun, precz z komuną, złodzieje, hańba”. Grupa osób, która jak to opisała „wychodziła z siebie”, to osoby z komitetu wyborczego Komorowskiego, w tym Jerzy Fedorowicz, który jako konferansjer mówił jakieś niedorzeczności w stylu: „proszę nie używać brzydkich wyrazów, proszę nie przeklinać pod kościołem Mariackim”, choć wszyscy stali pod kościołem świętego Wojciecha i żadnych brzydkich słów tam nie było albo „cały Bieżanów idzie na prezydenta Komorowskiego”, co tworzyło atmosferę jakiegoś niebezpieczeństwa. Ludzie stali bardzo blisko siebie. Krzesło było trzymane statycznie i mogło co najwyżej spaść trzymającemu je na stopę. Wszyscy byli rozbawieni, wręcz winszowali pomysłu. Miała absolutne przekonanie, że to są drwiny, kpiny z osoby, która niegodnie reprezentuje nasz kraj i to było celem tego happeningu. Sędzia zarządziła pół godziny przerwy.

W przerwie wyrzuceni z sali przedstawiciele ZKPN1979-89 próbowali dostać się do prezesa sądu czy innej kompetentnej osoby, by uzyskać jednak zgodę na udział w dalszej części rozprawy. Biegaliśmy od pokoju do pokoju odsyłani przez sympatyczne panie do kolejnych urzędników, ale ciągle wprowadzano nas w błąd. Druga część rozprawy miała się wkrótce zacząć, więc ja wróciłam pod salę rozpraw, a koledzy (m.in. Krzysztof Bzdyl, który prosił sędzię o zmianę decyzji i którego policjanci siłą wyprowadzili z sali rozpraw nie dając szansy na wytłumaczenie sędzi, że ludzie skandowali, gdy pojawił się Zygmunt Miernik, bo jest on osobą niezwykłą – weteranem walk o wolną Polskę, a jednocześnie więźniem politycznym w tej wolnej Polsce i na takie przywitanie w pełni zasługiwał) składali skargę do Referatu Policji Sądowej w budynku sądu. Nie dostali zgody na udział w dalszej części rozprawy.

Mowy końcowe

Oskarżyciel, mimo że wysłuchał tylu logicznych wypowiedzi uświadamiających, że krzesło było tylko elementem happeningu (a nie narzędziem zamachu), mającego wykazać Komorowskiemu, jego zwolennikom niegodne zachowanie Komorowskiego jako reprezentanta Polski w Japonii, a Marek Majcher zachowywał się zupełnie spokojnie, nie było żadnego zagrożenia, atmosfera była wesoła – upiera się przy swoim tak, jakby te wszystkie wypowiedzi do niego nie dotarły, jakby wina Marka była przesądzona, jakby napisał mowę końcową wysłuchawszy tylko oskarżeń okłamujących go i wszystkich innych ludzi – policjantów, bo zaczął swój spektakl od słów: „Przeprowadzone przed sądem dowody nie podważyły ustaleń śledztwa, zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że oskarżony Marek Majcher dopuścił się wszystkich zarzucanych w akcie oskarżenia czynów, w szczególności oskarżony publicznie znieważył prezydenta Bronisława Komorowskiego słowami powszechnie uznanymi za obelżywe, usiłował dopuścić się czynnej napaści na prezydenta, usiłował rzucić w niego krzesłem chcąc w niego uderzyć…”, co potwierdzają policjanci, którzy gadali to samo oraz słynna telewizja TVN. Najlepsze chyba zdanie jakie wypowiedział to: „Oskarżony naruszył swoim zachowaniem powagę urzędu prezydenckiego, prezydenta jako najwyższego przedstawiciela narodu”.

A Komorowski kpiąc sobie na każdym kroku z Polaków – te wygłupy w Japonii, ten czekoladowy orzeł i inne tego typu pomysły – czy on nie naruszył swoim zachowaniem powagi urzędu prezydenta jako przedstawiciela narodu? Kiedy postawią właśnie Komorowskiego jako oskarżonego przez Naród przed sądem?

Oskarżyciel wniósł o uznanie Marka winnym i o wymierzenie mu kary łącznej 5 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym wymierzeniem wykonania na 3 lata.

Obrońca Marka Majchra mecenas Bartłomiej Czech – Kosiński zaczął od przeczytania listu, który przygotował nieobecny na sali oskarżony. Tłumaczył w nim powód happeningu wyśmiewającego wpadkę dyplomatyczną Komorowskiego w Japonii, opisał jak był poniewierany i bity przez policjantów, którzy go napadli oraz jak rzecznik prasowy okłamał Polaków mówiąc, że Marek się do ataku na prezydenta przyznał. Jedynymi świadkami, którzy go oskarżają są właśnie ci policjanci. „Sprawa jest w moim odczuciu na tyle absurdalna, że każdy inny wyrok niż pełne oddalenie zarzutów i uniewinnienie uznam za kuriozum” – napisał oskarżony. Nikt nie słyszał wulgaryzmów ani haseł zachęcających do ataku na Komorowskiego. Obrońca mówił, że sąd oddalił dowód z fonoskopii, dzięki któremu można było dowiedzieć się co w rzeczywistości krzyczał oskarżony, co krzyczeli ludzie. Zeznania policjantów oczywiście są spójne i logiczne, ale są identyczne. ” Zwrócę uwagę na jeden najważniejszy fakt – mówił – każdy z policjantów, np. pierwszy twierdzi, że oskarżony miał czarne włosy, na to oskarżony wstaje i mówi – ale ja tego dnia miałem na głowie czapkę. Policjant mówi: „ale ja się zorientowałem jak widziałem te jego włosy na komisariacie”. Coś dziwnego? Nie. Oczywiście antycypował pewne fakty, przeniósł je do zeznań. Tyle tylko, że robi to również drugi, trzeci, czwarty, piąty i każdy kolejny policjant Wysoki Sądzie. Zdaniem obrony zeznania tych świadków zostały uszyte Wysoki Sądzie. To nie są świadkowie – to są kłamcy!” – wykrzyknął obrońca. Sędzia go ucisza.

„Zdaniem obrony, oskarżony nie naruszył godności urzędu prezydenta. On tę godność obronił występując skutecznie wobec osoby, która jego zdaniem i zdaniem większości, choćby wyborców, opowiedziała się przeciwko karygodnemu zachowaniu prezydenta w Japonii. Ale to nie jest sprawa polityczna, bo często ten argument się pojawia – sprawa polityczna. Zdaniem moim to nie jest sprawa polityczna, tylko sprawa indolencji, sprawa tak zwanego „dmuchania na zimne”. Ale przy tym „dmuchaniu na zimne” można się naprawdę poparzyć, zwłaszcza, że przedmiotem aktu oskarżenia wniesionego przez prokuraturę jest przecież człowiek, ten zwykły obywatel, który ma prawo do krytyki. A że robi to podnosząc krzesło – jego prawo. Natomiast krok od krzesła i jego podniesienia do zamachu na prezydenta dzieli morze, a nawet ocean.

Wysoki Sądzie wnoszę o sprawiedliwy wyrok i sprawiedliwość moimi ustami domaga się uniewinnienia Marka Majchra”.

Sędzia podała, że wyrok zostanie ogłoszony 16 listopada 2016 roku o godzinie 13.00. Sala 108.

Spotkałam Marka Majchra po rozprawie. Powiedział: „Groteskowość tego procesu sięgnęła zenitu, jest to kropka nad i. Jeśli prokurator byłby poważny i miałoby dojść do zamachu na prezydenta, to kara ta musiałaby być dużo wyższa. Spodziewałem się, że prokurator będzie żądał 4-5 lat pozbawienia wolności. Natomiast prokurator żąda tak niskiej kary, niejako przyznał się do tego, że żadnego zamachu, żadnego zagrożenia nie było, a żąda tej kary tak pro forma, żeby było, że coś było, że skazali, odszkodowań wypłacać nie trzeba, wszystko jest OK”. Konrad Berkowicz skomentował to bardzo podobnie dodając, że „prokurator nie wierzy w swój zarzut, ale chyba formalnie nie chce się do tego przyznać, bo oznaczałoby to kłopoty dla policjantów, którzy interweniowali w tej sprawie w sposób skandaliczny”. I dodaje: „Cieszymy się, że już na pewno jest moralne zwycięstwo, bo jasne jest, że prokurator nawet nie wierzy w zamach krzesłem, a mamy nadzieję, że jak sąd ogłosi wyrok, to będzie i zwycięstwo formalne, chociaż już w sądy trochę wierzymy mniej niż w nasze czyste sumienie”.

Elżbieta Serafin (relacja filmowa – Telewizja Internetowa Program7)

Fotografie Elżbiety Serafin

Facebook Comments

Podobne tematy