Krzesło miało nogi i sobie chodziło – Proces o zamach na Komorowskiego


Komor

„Krzesło”, czyli kolejny dzień rozprawy przeciwko Markowi Mareckiemu.

6 października 2016 roku Sąd Okręgowy w Krakowie. Przesłuchanie świadka Walerii Tumanik-Banasik.

Na ostatniej rozprawie, która odbyła się 19 sierpnia oskarżyciel próbował coś znaleźć, by udowodnić, że Marek jest winny, że Marek szeptem musiał kląć i szeptem znieważał Komorowskiego, skoro nikt niczego takiego nie usłyszał. Marek zdenerwował się tym atakiem i bezsensownymi pytaniami. Sędzia wyrzuciła go z sali. Dziś pojawił się nowy oskarżyciel.

Zeznająca Waleria Tumanik-Banasik opisywała przebieg tamtego happeningu z 8 marca 2015 roku. Opowiadała o tym słynnym krześle, które wędrowało podawane z rąk do rąk i nikt, żaden funkcjonariusz się tym nie interesował. „To krzesło było bezdomne” – mówiła. Happening odbywał się na wesoło, żadnych wulgaryzmów ani gróźb nie było. Nagle dotarły do niej informacje, że mężczyzna z krzesłem został aresztowany.

Oskarżony o zamach Marek zadaje pytanie: Czy mogłaby świadek powiedzieć co się działo po zatrzymaniu? „Zawsze chcę bronić kogoś kto jest niewinny” – usłyszeliśmy – „podbiegłam, za mną był kolega. Szkoda, że nie może tu być, świętej pamięci pan Zenon.” (Zenon Konarzewski przesłuchiwany był wcześniej w tej sprawie, wkrótce potem zmarł na atak serca.) Była zdziwiona. Stał człowiek, miał ręce opuszczone. Tak wygląda człowiek niewinny. Obok niego dwaj pilnujący po cywilnemu. Wielokrotnie prosiła, żeby puścili tego chłopaka, przecież on nic nie zrobił. Zaczęła ciągnąć Marka, żeby go odebrać, pilnujący popychali panią Walerię, wtedy Zenon Konarzewski upomniał się o nią, stanął w jej obronie. „Nie byli to panowie, byli to faceci, bo panowie nie popychają kobiety”- mówiła zeznająca. Kiedy prowadzili go do samochodu, cały czas prosiła by go puścili, ale on z nimi szedł. Wiedziała, że prowadzą człowieka niewinnego, wszyscy tak mówili. Było jej smutno i przykro.

Marek zadał kolejne pytanie czy zaobserwowała jak ktoś z tych, którzy aresztowali go zachowali się jak to w takim przypadku bywa podczas aresztowania obywatela przez funkcjonariuszy, czyli przedstawił się, podał powód zatrzymania, prosił o wylegitymowanie. Odpowiedziała, że wielokrotnie pytała kim oni są, nie tylko ona, znacznie więcej osób prosiło o wylegitymowanie się tych dwóch. Nie udzielali oni żadnej odpowiedzi, nie legitymowali się, nie prosili o dane Marka, byli natomiast bardzo niegrzeczni – popychali przecież kobietę, która prosiła o uwolnienie człowieka.

Prokurator dopytywał się o krzesło, o to w jakiej odległości była od krzesła czy patrzyła w innym kierunku. „Nie patrzyłam w innym kierunku. Po to przyszłam, żeby patrzeć na scenę, co się tam dzieje i po to tam wszyscy byliśmy. Krzesło chodziło, chodziło, w pewnym momencie patrzymy nie ma krzesła, ktoś woła, że krzesło aresztowane, już to mówiłam, nie wiem czy pan mnie słuchał” – odpowiedziała.

Obrońca Bartłomiej Czech- Kosiński wniósł o dopuszczenie wniosku dowodowego z przesłuchania świadków, którzy 8 marca byli na Rynku Głównym: Urszuli Fijołek i Zygmunta Miernika – od 2 sierpnia więźnia politycznego zamkniętego w Zakładzie Karnym w Wojkowicach.

Przewodnicząca SSO Aleksandra Sołtysińska – Łaszczyca wyznaczyła termin kolejnej rozprawy na 4 listopada 2016 roku, na godzinę 11.00.

Elżbieta Serafin

 

Fotografie Elżbiety Serafin

Facebook Comments

Podobne tematy