Wojna 1920 – kpt. Stanisław Szuro

http://www.youtube.com/watch?v=TYrZDd2f0VI?version=3&hl=pl_PL

kpt. Stanisław Szuro wykład poświęcony wojnie w 1920 roku

[___]Ale Piłsudski miał swoje, jak to się mówi, i zrobił cesarskie cięcie. Kazał aresztować delegację sowiecką, oskarżyć i szpiegostwo i z miejsca rozstrzelać. A tak nawiasem mówiąc oni sami mu dali taki argument do ręki. Bo prawo międzynarodowe mówi: że jeżeli dwie strony są w stanie wojny i jest jakaś delegacja, to powinna po różnych umownych znakach, zgłosić się na odpowiedni odcinek frontu. Dowódca, który ją przejmie głową odpowiada żeby ja odstawić z powrotem, bez względu na to jaki będzie wynik rozmów, a Bolszewicy właśnie tego nie zrobili. Licho wie jaką drogą znaleźli się w Warszawie i dopiero tam ujawnili papiery, zresztą z podpisami Lenina, ale skąd się wzięli i jak? Rzecz charakterystyczna, mimo że to było drastyczne posunięcie, to ani wtedy, ani potem Rosjanie tego Polsce nie wypowiadali specjalnie. Sami widać uznali, że Piłsudski miał pewne podstawy prawne żeby tak postąpić. Teraz już nie było wyjścia i wojska polskie ruszyły na Ukrainę. (…) Z początku szły, jak to się mówi w przestrzeń. Mało kto stawiał opór. Tylko na północy doszło  do walk takich typowo kawaleryjskich. Między innymi po stronie bolszewickiej walczyły grupy Kozaków. (…) Po takie jednej z potyczek w nocy przyjechała delegacja kozacka na polską stronę, że chcą walczyć po stronie prawdziwej kawalerii. (…) Oczywiście myśmy ich przyjęli. Brygada przyszła jako brygada szturmowa i walczyła po naszej stronie do końca wojny. (…)
A tymczasem polskie wojska na Ukrainę idą, oporu nie ma, ale też ludność miejscowa zachowuje się całkowicie biernie. Powód był dość prosty. Majątki z tej strony Ukrainy w dużej mierze były w rękach Polaków. I dla chłopów miejscowych słowo lach i pan brzmiały jednoznacznie. Oni nie mówili, że przyszli Polacy – przyszły pany. A jak przyszły pany, to będą rozliczać coś ty robił jak tu dwory rabowali. (…) Wprawdzie Piłsudski wydał surowy rozkaz – tu jest Ukraina, tu się nie wolno mieszać w żadne wewnętrzne sprawy. Ale wystarczy, że jakiś chłop zobaczył swojego dawnego dziedzica w mundurze oficerskim, że mu ktoś tam pięścią pogroził, i od razu mówi – przyszły pany, siedzimy cicho. (…)
Doszliśmy do Kijowa. Kijów zajęto wręcz, powiedziałbym sielankowo. Siedmiu ułanów, wysłanych jako szpicle dojechało do pogranicznego przystanku tramwajowego, dwóch zostało przy koniach, pięciu wsiadło w tramwaj, pojechali na środek miasta, wywiesili polski proporczyk, ogłosili zajęcie miasta. Dopiero po nich weszły dalsze oddziały kawalerii i piechota. Zajęcie Kijowa rozgłoszono od razu w Warszawie. (…)
Armia polska, nawiasem mówiąc, wtedy była z jednej strony jednolita a z drugiej nie. Jednolita o tyle, że wcielono już do wojska oficjalnie pułki wielkopolskie i hallerowskie, które przedtem były na różnych odrębnych prawach. Natomiast była bardzo niejednolita jeżeli chodzi o uzbrojenie. I tutaj, biorąc pod uwagę całość tej wojny, trzeba powiedzieć że nasz intendentura wtedy dokonywała cudów. Dobrze jak pułk miał jednolite karabiny. A były karabiny austriackie, pruskie, rosyjskie potem jeszcze francuskie, angielskie nawet włoskie się pojawiły. Zwłaszcza w artylerii. Jeszcze półki piechoty, na ogół, miały ten sam typ karabinów. Ale w artylerii były półki,gdzie każdy dywizjon miał inny system dział, ba w dywizjonach baterie miały nieraz różne działa. No i teraz bądź mądry i dostawaj amunicje. Niech ktoś tylko pomyli coś to koniec. A jednak wszystkie źródła z tych czasów wspominają, że owszem brakowało czasem amunicji, ale dlatego, że jej nie dowieziono, ale nigdy się nie zdarzyło żeby brakło w tym sensie, że dostarczyli nie taką jak trzeba. Nasza intendentura dokonywała cudów. Jak chodzi o stronę techniczną armii to tu sprawy były wyrównane. Myśmy mieli trochę czołgów, bardzo niewiele, które przywiózł Haller se sobą, których   Bolszewicy raczej nie mieli. (…) Oni mieli za to dość sporo samochodów pancernych. Więc to się tak jedno z drugim mniej więcej wyrównywało. W powietrzy my mieliśmy przewagę. Zwłaszcza, że po naszej stronie walczyła specjalna eskadra amerykańska. Ochotnicza. Ale lotnictwo nie odgrywało większej roli w tej wojnie. Głównie odgrywało rolę jako zwiad. Bombardowanie jeśli były, to nigdzie nie były specjalnie groźne, walki powietrzne zdarzały się rzadko,  chociaż były. No więc tutaj w lotnictwie mieliśmy przewagę. Natomiast jak chodzi o trakcje, to ta była wyłącznie oparta na sile końskiej. I stąd to jest ostatnia wojna w Europie,w której kawaleria odegrała decydującą rolę. Wszystkie armaty miały ciąg konny. Bolszewicy mieli tą przewagę w tym wypadku, że mieli jednolity sprzęt rosyjski. Poza niewielkimi garściami zachodniego, który zdobyli na Białej Gwardii. I to była ich przewaga, i oczywiście mieli przewagę liczebną.
W przeddzień tej wojny bardzo osłabły pułki hallerowskie. Te pułki miały duży procent ochotników z Ameryki. Amerykanie, jak ich popularnie nazywano. Ci Amerykanie jak się znaleźli w kraju, to się strasznie rozczarowali. Przywykli w Ameryce do pewnego dobrobytu a tu zobaczyli biedę, nędzę niesamowitą zwłaszcza na Kresach. Dostali jedzenie, które uważali za marne, obniżono im żołd do stawek polskich, które też były, w porównaniu z tym co tam kiedyś dostawali, bardzo niskie. Zaczęli szemrać i chcieli wracać. Zwłaszcza, że walki pod koniec 1919 roku praktycznie ustały, niewielkie tam jakieś potyczki na granicy. I nasi dowódcy chcieli się ich chętnie pozbyć. Że to jest destrukcyjny element. W rezultacie na przełomie 1919 i 1920 roku Amerykanów zdemobilizowano i odesłano do Ameryki. […]

Facebook Comments

Podobne tematy