prof. Henryk Słowiński – cykl spotkań kresowych w Bystrzycy Kłodzkiej cz 5

http://www.youtube.com/watch?v=t559c2WLWww?version=3&hl=pl_PL
[adrotate group=”9″]

Wdniach 17-18 marca 2012 roku w Muzeum Filumenistycznym w Bystrzycy Kłodzkiej odbył się cykl spotkań z kresowiakami p.t. „Szlakiem Wołyńskich Krzyży”.

17 marca cykl otworzyło spotkanie z Feliksem Trusiewiczem urodzonym w 1921 roku na Wołyniu, autorem licznych publikacji i książek o tematyce kresowej. Główne tytuły publikacji pana Feliksa to: Pokolenie, Duszohubka i Hawryłko. Pozycje te opowiadają o specyfice Wołynia z jego różnorodnością etniczną, kulturową, urzekającym folklorem i krajobrazem.
Wspomnienia Trusiewicza opowiadają także o tragicznych losach ludności polskiej prześladowanej przez okupantów sowieckich, później przez okupantów niemieckich, a następnie mordowanych przez UPA.

Następnym punktem programu była projekcja filmu Marka Czapli p.t. „Wołyńska historia opowiadana krzyżami”. Film opowiada o przygotowaniach do VII Pielgrzymki do Stepania i Huty Stepańskiej, które przeplatają opowiadania mieszkańców okolicznych miejscowości o wydarzeniach na Wołyniu w 1943 roku.

W kolejnym dniu spotkań w bystrzyckim Muzeum głos zabrali: Władysława Onuchowska z Wyrki oraz Aleksander Gutkowski z Siedliska,  a także prof. Henryk Słowiński. Cykl spotkań zakończył się projekcją filmu Marka Czapli „Szlakiem Wołyńskich Krzyży”.

Prof. Henryk Słowiński opowiada dzieje kpt. Władysława Kochańskiego.  Kapitan Bomba dowodził samoobroną w Hucie Stepańskiej na Wołyniu.

***

Po opuszczeniu Huty Stepańskiej, jak zdecydował właśnie ten porucznik wtedy, a potem kapitan „wujek”, z którym ja się spotkałem w Starej Hucie, nie w Stepańskiej tylko w Starej. Z tymże z tych obrońców Huty Stepańskiej powstał I Polski Oddział Partyzancki Armii Krajowej na naszych Kresach. Do tego czasu, czyli do połowy roku 43 żadnych struktur wojskowych, żadnych oddziałów wojskowych ani Armii Krajowej na Kresach nie było. A mordy zaczęły się w Parośli już w lutym, Lipniki, o których tu pan wspominał i moja wieś rodzinna w marcu. Bo to się zaczęło na północno wschodnim Wołyniu. Czy to byli bulbowcy czy banderowcy, także to byli bulbowcy wtedy nas mordowali. Banderowców wtedy nie było dużo. Ale żadnych oddziałów zbrojnych Armii Krajowej czyli polskiego wojska nie było.

Sprawa uzbrojenia. Broni Polacy nie mieli. Ukraińcy natomiast, którzy przez dwa lata byli administratorami Wołynia. Ja nie mówię o innych regionach, ale znam przykład z powiatu kostopolskiego, gdzie Niemcy już stworzyli ukraińską policję, stworzyli tak zwaną poleską sicz, czyli ukraińskie oddziały pod dowództwem Bulby do zwalczania rozproszonych czerwonoarmieńców, potem przekształcili to w jednostki policyjne z tym, że po pewnym czasie ten Bulba wyłamał się. Wcale nie na korzyść naszą, tylko na korzyść nacjonalistów ukraińskich.

Przez te dwa lata kiedy w administracji Niemcy zatrudniali głównie Ukraińców i mieli ukraińską policje, ta policja zebrała, zresztą może oficjalnie Niemcy przekazywali im mnóstwo broni po sowieckiej. W Kostopolu ściągali na przykład nawet czołgi sowieckie w 41 roku, remontowali. A Polacy nie mieli, tym bardziej, że Ukraińcy bardzo często na polach Polaków aresztowali właśnie głównie w poszukiwaniu broni. Z mojej wsi rodzinnej w ciągu jednego dnia 60 młodych ludzi zabrali pod zarzutem posiadania broni. Znęcali się tam nad nimi, ale na szczęście z tych 60, 5 zostawili jeszcze. W tym czasie przyjechało tak zwane komando niemieckie do Kostopola i tych wszystkich Polaków, nie tylko z Lipnik, aresztowali ich przez policję ukraińską, plus nałapanych z ulicy żydów i rozstrzelali ich z początku sierpnia, czy może w końcu lipca nawet jeszcze w Kostopolu. I to był pierwszy mord kiedy Niemcy z policją ukraińską zamordowali około 200, 300 osób. Potem jak już nacjonaliści opanowali na dobre policję ukraińską to oni mieli broni dostateczną ilość.

Z tego co ja pamiętam jak banderowcy najechali Hutę Starą, czyli tak zwane Zasłucze w listopadzie 43 roku zostali rozbici, nasi partyzanci zdobyli ich wozy zaopatrzeniowe, na tych wozach amunicja, zalutowane w takich metalowych puszkach sowieckich, czyli prosto z magazynu. To nie była jakaś tam wykopana. Oni mieli po prostu z magazynów niemieckich tą broń, zresztą mieli dostęp do tych magazynów.

Facebook Comments

Podobne tematy